Osadnictwo niemieckie na Pulwach: Zapomniana historia Marianowa

Wyobraźcie sobie malowniczą miejscowość ukrytą wśród rozległych łąk i bujnej zieleni wierzb. Pośród kilkudziesięciu domostw dumnie stoi pokaźnych rozmiarów drewniany kościół ze smukłą wieżą. W każdy piątek i niedzielę bicie dzwonów zaprasza społeczność na nabożeństwo. Z naprzeciwka dochodzą wesołe okrzyki dzieci wybiegających ze szkoły.

Ta urocza niemiecka wieś nazywała się Marianowo. Leżała zaledwie 20 kilometrów od Wyszkowa. Dziś z jej ponad stuletniej historii nie został prawie żaden ślad.

Osadnictwo niemieckie na ziemiach polskich - trzy fale kolonizacji

Osadnictwo niemieckie na ziemiach polskich ma długą historię sięgającą według niektórych źródeł XII wieku. Często zwane jest osadnictwem olęderskim, jednak określenie to bywa nieprecyzyjne. Wzięło się stąd, że Holendrzy stanowili pierwsze fale nowożytnego osadnictwa rolnego.

Docierali oni na Mazowsze już w XVI wieku i na początku XVII wieku. Sprowadzani byli jako specjaliści do zagospodarowywania trudnych terenów zalewowych i bagnistych przez polskich feudałów.

Trzy najintensywniejsze etapy osadnictwa niemieckiego:

  • 1795-1806: czasy regencji Pruskiej
  • 1807-1830: nasilona kolonizacja w dobrach rządowych Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego
  • 1830-1860: inicjatywa osadzania kolonistów przeszła w ręce prywatne

Kolejne fale osadnictwa to już w zasadzie wyłącznie osadnictwo niemieckie. Potocznie nadal określano "olędrami" wszystkich przybyszów z ziem zachodnich, którzy posiadali umiejętność melioracji i potrafili efektywnie zagospodarowywać bagna oraz lasy.

Kolonizacja niemiecka w okresie międzypowstaniowym

Trzeci okres osadnictwa przypada na lata 1830-1860. Zarówno władze Królestwa Kongresowego, jak i poszczególni właściciele ziemscy zabiegali wtedy o zasiedlenie nieużytków. Liczono na odbudowę produkcji rolnej po wyniszczającym okresie wojen napoleońskich.

Niemieccy rolnicy, poza tym że potrafili prowadzić niezwykle efektywną uprawę nawet na obszarach z pozoru nieuprawnych, zapewniali dodatkowo bardzo stabilne wpływy z podatków. Sprzedając swoją ziemię w Prusach, koloniści mogli nabyć w Królestwie znacznie większy obszar gruntu.

Wartość zarówno pieniądza pruskiego, jak i ziemi pruskiej była wyższa niż w Królestwie Polskim. To stanowiło znaczącą motywację ekonomiczną dla osadników. W okresie międzypowstaniowym od 1832 do 1862 roku w ręce osadników przeszło około sześćdziesięciu tysięcy morgów gruntów.

Daty założenia osad na terenie Pulw:

  • 1810 rok - Wincentowo (obecnie gmina Rząśnik)
  • 1834 rok - Nury (obecnie gmina Rząśnik)
  • 1840 rok - Marianowo (obecnie gmina Długosiodło)

W pierwszej połowie XIX wieku w dawnym powiecie pułtuskim i ostrowskim powstało kilkadziesiąt wsi założonych przez osadników niemieckich. Co ciekawe, Wincentowo, Nury i Marianowo to obecnie jedyne miejscowości na terenie Pulw, gdzie zachowały się jeszcze cmentarze osadników niemieckich.

Trudne początki – od Wielgolasu do Marianowa

Niemieccy osadnicy w podróży do Polski z dobytkiem

Friedrich Guderian, potomek pierwszych kolonistów niemieckich przybyłych na tereny Pulw, pozostawił nam niezwykle cenny materiał wspominkowy. Urodził się i spędził w Marianowie, a potem w pobliskim Grodzisznie, pierwszą połowę swojego życia. Jego relacja nosi tytuł: "Marianowo – raport o niemieckiej wiosce z terenu nadnarwiańskiego w Polsce".

"Gdyby tylko niemieccy rolnicy, pracownicy, rzemieślnicy i kupcy, którzy wyemigrowali do Polski, wiedzieli, jak krótko owoce ich ciężkiej pracy przetrwają w tym kraju, na pewno zastanowiliby się dwa razy nim zdecydowali opuścić swoich sąsiadów i przyjaciół w poszukiwaniu nowego domu w nieznanej krainie."

Friedrich Guderian

Guderian opisuje losy grupy osadników z Prus Wschodnich, którzy za namową pośredników podjęli się znoju wielotygodniowej podróży. Wędrowali pieszo, całymi rodzinami, niejednokrotnie tylko z małym tobołkiem lub ręcznie ciągniętym wózkiem.

Prymitywna chata pierwszych osadników niemieckich

Kiedy dotarli na miejsce, otrzymali co prawda obiecany areał, ale była to nieuprawna ziemia w postaci terenów gęsto zalesionych lub zakrzaczonych bagien. Nie mieli domów, nie mieli zwierząt gospodarskich ani wystarczających narzędzi. Jedyne, co posiadali, to ograniczone fundusze ze sprzedaży swoich gospodarstw w Prusach oraz własne ręce do pracy.

Według wspomnień przekazywanych przez tzw. wczesnych osadników, jedna z rodzin przez pierwszy rok zagospodarowywania dzikich terenów mieszkała w pustym pniu ogromnego dębu. Inne zamieszkały w prowizorycznych chatkach – szałasach.

Wielgolas, Sieczychy, Kalinowo - wędrówka w poszukiwaniu lepszej ziemi

Opisywana grupa kolonistów trafiła pierwotnie do Wielgolasu, wsi w dzisiejszej gminie Obryte. Dotarli tam najprawdopodobniej już w pierwszej lub drugiej dekadzie XIX wieku. Mimo tytanicznej pracy, ziemie wyjątkowo ciężkie w uprawie dawały bardzo małe plony. W 1840 roku osadnicy postanowili opuścić Wielgolas.

Zanim rodzina Friedricha Guderiana trafiła do Marianowa, po opuszczeniu Wielgolasu przez dziesięć lat przebywali w Sieczychach, a potem w niedalekim Kalinowie. Osada ta została założona w 1850 roku.

Wielgolas (1810-1840)

Pierwsza lokalizacja osadników. Ziemia trudna do uprawy, niskie plony mimo wielkiego nakładu pracy.

  • Pierwsze pokolenie osadników
  • Okres nauki i adaptacji
  • Budowa podstawowej infrastruktury
  • Decyzja o przesiedleniu

Sieczychy (1840-1850)

Tymczasowe miejsce pobytu. Kontynuacja prac melioracyjnych i poszukiwanie optymalnej lokalizacji.

  • Budowa kolejnych osad
  • Rozwój umiejętności melioracyjnych
  • Wzrost doświadczenia
  • Poszukiwanie lepszych terenów

Kalinowo (1850-1870)

Dłuższy pobyt. Założenie szkoły, kaplicy i cmentarza. Nadal warunki niewystarczające do pełnego rozwoju.

  • Pierwsza stabilna infrastruktura
  • Założenie cmentarza w 1858 roku
  • Śmierć pradziada Guderiana
  • Ostateczna decyzja o przesiedleniu

Marianowo (od 1870)

Ostateczne miejsce osiedlenia. Urodzajna ziemia, planowy rozwój wsi jako centrum regionu.

  • Christian Guderian jako kowal
  • Parafia ewangelicka od 1843 roku
  • Rozkwit społeczności
  • Centrum dla okolicznych osad

Pradziad Guderiana zmarł i został pochowany jeszcze w Kalinowie w 1858 roku. W 1870 roku osadnicy ostatecznie opuścili wieś w poszukiwaniu lepszych do zamieszkania miejsc. Dziadek autora, Christian Guderian, właśnie w tym roku trafił do Marianowa, gdzie podjął pracę jako kowal.

Rozkwit Marianowa - życie niemieckiej społeczności na Pulwach

O ile w innych założonych przez przybyszów osadach zamieszkiwały czasem polskie rodziny, o tyle Marianowo było wioską wyjątkową. Zamieszkiwana była wyłącznie przez Niemców oraz, co ciekawe, kilka rodzin żydowskiego pochodzenia.

Od początku zaplanowane było jako centrum dla całej osadniczej okolicy. Wiele dróg rozchodziło się w różne strony. Teren specjalnie wyznaczono pod kościół, szkołę, kuźnię, siedlisko burmistrza oraz tawernę.

Kluczowe daty rozwoju Marianowa:

  • 1840 rok - oficjalne założenie wsi
  • 1843 rok - założenie parafii ewangelickiej (kantorat) oraz cmentarza
  • 1907 rok - powstanie orkiestry dętej
Urodzajne pola uprawne po melioracji terenów bagiennych

Ziemie uprawne, ogromnym nakładem pracy wydarte terenom bagiennym, okazały się niezwykle urodzajne. Konsekwentnie prowadzono prace melioracyjne pozwalające na zwiększanie upraw rolnych. Często mieszkańcy kilku osad organizowali się, by pracować wspólnie przy budowie nowych dróg.

Przykładem była droga do dziś łącząca Marianowo, Adamowo, Zygmuntowo i Sieczychy. Drogi przebiegające między osadami były w zasadzie groblami, pozwalającymi przemieszczać się suchą stopą po bagnach.

Budowa dróg przez bagna: Żmudna praca polegała na wytyczaniu w moczarach szlaków wykładanych kilkoma warstwami ściętych pni brzóz, następnie gałęzi, na które trzeba było nawozić ogromne ilości piasku. Wymagało to nadludzkich wysiłków całej społeczności.

Życie codzienne w Marianowie - tygiel kulturowy na Pulwach

Pomimo życia upływającego głównie na ciężkiej pracy, wieś rozwijała się nadzwyczaj dobrze. Populacja rosła, udawało się zapewnić dzieciom edukację w rodzimym języku. Dbano o kultywowanie narodowych tradycji.

Religijna społeczność ewangelicka regularnie uczęszczała na nabożeństwa. W 1907 roku założono w Marianowie orkiestrę dętą, która zapewniała uroczystą oprawę ważniejszym wydarzeniom, takim jak święto "Rageolle", które gromadziło kilkaset osób.

Społeczność niemiecka

Choć społeczność niemiecka nie asymilowała się z polską i nie występowały przypadki małżeństw mieszanych, stosunki sąsiedzkie z Polakami były bardzo dobre.

Wielu osadników potrafiło porozumiewać się w języku polskim. Jednocześnie niektórzy polscy sąsiedzi nauczyli się języka niemieckiego i korzystali z pobliskiej tawerny.

Rodziny żydowskie

Co warte odnotowania, tawerna prowadzona była przez rodzinę żydowską, która doskonale porozumiewała się po niemiecku. Na co dzień jednak używała języka jidysz.

Można więc powiedzieć, że zamieszkałe części Pulw przełomu XIX i XX wieku były pewnego rodzaju tyglem kulturowym.

W tawernie oprócz trunków można było zakupić różne produkty potrzebne w domu i gospodarstwie. Miejsce to stało się naturalnym centrum życia społecznego, gdzie spotykali się przedstawiciele różnych społeczności.

I Wojna Światowa - koniec sielanki

Ta sielanka trwała aż do I Wojny Światowej. Zły omen pojawił się już w 1914 roku, kiedy to doszczętnie spłonęła kaplica w Marianowie. W styczniu 1915 roku wszyscy mężczyźni powyżej szesnastu lat otrzymali nakaz stawienia się w Ostrowi Mazowieckiej.

Zostali przez armię rosyjską przewiezieni do aresztu w Białymstoku, a następnie deportowani na Syberię. Wkrótce, wraz ze zbliżającym się frontem, nakazano opuścić domy pozostałym w Marianowie niemieckim kobietom, dzieciom i starcom.

"Pamiętam bardzo dobrze, jak mama zapakowała nas wszystkich na niewielki wóz, ale sama wróciła do domu. Po chwili wygramoliłem się z wozu i poszedłem za nią. Przez szczelinę w drzwiach zobaczyłem obraz, którego nie potrafię wymazać z pamięci. Na środku dużego pokoju klęczała moja matka, modląc się. Kiedy mnie zauważyła, szybko wstała. Spostrzegłem łzy w jej oczach i zapytałem: 'Mamo, dlaczego płaczesz?', na co odpowiedziała: 'Już nie płaczę, dziecko'. Kiedy zapytałem, dlaczego musimy uciekać, odpowiedziała drżącym głosem: 'Bo jesteśmy Niemcami'."

Friedrich Guderian, wspomnienie z 1915 roku
Deportacja niemieckich rodzin z Marianowa przez armię rosyjską

Niemieckie rodziny zostały przetransportowane do miejscowości Wolsk nad Wołgą. Niewiele wiadomo o tamtym okresie, poza tym że przebywały na terenie Rosji prawie trzy lata. W tym czasie udało się mężczyznom wywiezionym na Syberię dołączyć do kobiet i dzieci przebywających w rejonie Wolska.

Na początku 1918 roku niemieckim rodzinom pozwolono wrócić do Polski. Grupa, w której była rodzina Guderiana, składała się z czternastu rodzin z Marianowa. Według relacji, podróż powrotna zajęła im szesnaście dni.

Okres międzywojenny - odbudowa i powrót do normalności

Powojenna rzeczywistość opuszczonej wsi była niezwykle trudna. Gospodarstwa były zdewastowane, nieuprawiane pola zarosły, brak było jakichkolwiek zwierząt gospodarskich. Mieszkańcy osadniczych wsi musieli zaczynać wszystko od nowa.

Jednak ich niezwykła determinacja i pracowitość sprawiły, że w ciągu kolejnej dekady Marianowo znowu rozkwitło. W 1928 roku wznowiły działalność orkiestra dęta oraz chór parafialny, a rok później oddano do użytku nowy kościół.

Założono cmentarz żołnierzy poległych w I Wojnie Światowej. Liczył około dwustu grobów, z których jedną trzecią stanowili żołnierze niemieccy.

Według Friedricha Guderiana, pod koniec lat dwudziestych XX wieku Marianowo liczyło ponad sześćdziesiąt gospodarstw. Było to o przeszło jedną czwartą więcej niż w początkowych latach zasiedlania, kiedy liczba rodzin wynosiła czterdzieści dwa.

Parafia w Marianowie: Do kantoratu należeli również mieszkańcy pobliskich wsi: Adamowo, Dozin, Nowa Wieś, Stasin, Zygmuntowo, Olszaki oraz Grądy Szlacheckie. Autor szacuje liczbę parafian na około pięćset osób, z czego połowę stanowili mieszkańcy wsi Marianowo.

Ciekawostką może być fakt, że sąsiadujące parafie w Wincentowie i Nurach odrzuciły zwierzchnictwo Kościoła ewangelicko-augsburskiego i założyły własny Wolny Kościół Ewangelicki. W społecznościach niemieckich kwitła nie tylko wolność religijna, ale też gospodarka rolna i rozwój społeczny.

Stosunki z polskimi sąsiadami układały się tak dobrze jak przed wojną. Niestety powstanie III Rzeszy zakłóciło tę spokojną i bezproblemową dotąd kohabitację.

Lata 30. XX wieku - narastające napięcia

W pierwszej połowie lat trzydziestych nastąpiło znaczne ożywienie działalności partii narodowo-niemieckich w Polsce. Wcześniej nieznane na tych terenach Deutsche Volksverband (DVV) czy Jungdeutsche Partei zaczęły aktywnie rekrutować w swe szeregi nawet mieszkańców małych wiosek.

Jak intensywne były to działania, pokazują dane: liczba terenowych organizacji DVV w Polsce wzrosła z dwustu dziewięćdziesięciu czterech w 1932 roku do trzystu czterdziestu pięciu w 1937 roku. Liczba członków wynosiła ponad dwadzieścia tysięcy.

W 1936 roku powstała kierownicza placówka DVV w Białymstoku, z licznymi placówkami terenowymi, w tym jedną w Marianowie. Narastały napięcia między społecznością polską i niemiecką.

Wraz z wybuchem II Wojny Światowej sytuacja niemieckiej mniejszości zmieniła się diametralnie. Już w pierwszych dniach września grupę mieszkańców z Marianowa przegnano nad brzeg Narwi, gdzie polscy żołnierze zastrzelili mężczyzn.

Pozostawiono kobiety i dzieci na pastwę losu i zbliżającego się frontu. Pozostali mieszkańcy postanowili się ewakuować wraz z niemieckimi oddziałami, które zaczęły się wycofywać z terenów nadnarwiańskich, kierując się w okolice Płocka.

II Wojna Światowa - ostateczne wysiedlenie

Mieszkańcy zostali tymczasowo ulokowani w gospodarstwach opuszczonych przez Polaków w okolicach Płocka. I choć granica wpływów rosyjskich zatrzymała się pięć kilometrów na wschód od Marianowa, żaden z niemieckich mieszkańców nigdy do Marianowa podczas wojny nie powrócił.

Co oczywiste, nie mogli powrócić tam też po wojnie. Społeczność tej niegdyś kwitnącej wsi rozproszyła się po 1945 roku po terenach Niemiec, ale też wielu innych stron świata od Afryki po Kanadę.

"My, ludzie zwani niemieckimi protestantami, urodzeni w Polsce, ten właśnie kraj nazywamy domem. Tu się urodziliśmy i wydaliśmy z siebie pierwszy dźwięk, tu spędziliśmy dzieciństwo, tu żyli i umarli nasi rodzice i dziadkowie, tu chodziliśmy do szkoły, tu w radosnej młodości się wygłupialiśmy, tu jako obywatele państwa płaciliśmy podatki i wiernie wypełnialiśmy inne obowiązki, tu pielęgnowaliśmy mienie pozostawione przez przodków, tu jest nasz dom!"

Friedrich Guderian

Domy pozostawione przez niemieckich osadników, które przetrwały wojnę, zostały zasiedlone przez Polaków. Wygnańcy z Marianowa do końca swych dni uznawali Marianowo i Polskę za swą ojczyznę.

Ślady osadnictwa niemieckiego na Pulwach dzisiaj

Dziś o obecności osadników niemieckich na terenach Pulw przypominają szpalery wierzb głowiastych oraz pozostałości trzech cmentarzy – w Nurach, Wincentowie i Marianowie. Są to obecnie jedyne miejscowości na terenie Pulw, gdzie zachowały się jeszcze cmentarze osadników.

Zachował się w Marianowie budynek dawnej szkoły, przez jakiś czas wykorzystywany na cele społeczne, obecnie niszczejący pustostan. Kościół ewangelicki, zbudowany w 1929 roku, został przeniesiony już w sierpniu 1945 roku do Kunina, gdzie stoi do dziś.

Szpaler wierzb głowiastych na dawnej drodze osadniczej

Poza pojedynczymi strzępami informacji znajdującymi się w archiwach i materiałach źródłowych trudno było przez wiele lat znaleźć jakiekolwiek dodatkowe informacje. Dopiero odnalezienie wspomnień Friedricha Guderiana pozwoliło odtworzyć pełniejszy obraz życia niemieckiej społeczności na Pulwach.

Co możemy dziś zobaczyć:

  • Cmentarze niemieckie w Nurach, Wincentowie i Marianowie (pojedyncze zdekompletowane nagrobki)
  • Budynek dawnej szkoły w Marianowie (niszczejący pustostan)
  • Szpalery wierzb głowiastych wzdłuż dawnych dróg osadniczych
  • Układ przestrzenny wsi zachowany w krajobrazie

Historia, która nie może zostać zapomniana

Współczesny krajobraz Marianowa z pozostałościami osadnictwa niemieckiego

Historia osadnictwa niemieckiego na Pulwach to opowieść o pracowitości, determinacji i nieustępliwości. To także tragiczna historia o wygnaniu i utracie ojczyzny. Niemieccy koloniści przez ponad sto lat przekształcali bagniste, nieużyteczne tereny w kwitnące wsie i urodzajne pola.

Budowali kościoły, szkoły, drogi. Tworzyli wielokulturowe społeczności, w których – mimo różnic językowych i religijnych – panowały dobre relacje sąsiedzkie. Wszystko to zostało zniszczone w XX wieku przez dwie wojny światowe.

Dziś niemal nic nie przypomina o Marianowie, Wincentowie czy Nurach jako niemieckich osadach. Zdekompletowane nagrobki na zaniedbanych cmentarzach, szpalery wierzb, niszczejący budynek szkoły – to właściwie wszystko, co pozostało.

"In Marianowo stood a house / Where I was born / It looked as good as butter, / But it tasted much better. / In the yard stood a linden tree, / With large, sprawling branches. / And under the tree was a bench, / Where we could sit."

Fragment wiersza Friedricha Guderiana o Marianowie

Dokumentowanie i przypominanie tej historii ma ogromne znaczenie nie tylko dla potomków osadników rozproszonych po całym świecie, ale także dla zrozumienia złożonej historii naszego regionu.